Ameryka

maj-czerwiec 2013

Jamajka jak mozaika
 
               Jamajka jest jak mozaika chrześcijaństwa, bo można tu znaleźć niemal wszystkich reprezentantów podzielonego Kościoła Chrystusowego. Katolicy stanowią mniej niż 2% wszystkich mieszkańców, pomimo że chrześcijaństwo dotarło na wyspę równo 500 lat temu właśnie dzięki katolikom. 
Misja pod wezwaniem Ducha Świętego w Maggotty, w centralnej Jamajce, została założona na początku 1999 roku. Od początku było jasne, że oprócz ustnej formy ewangelizacji, która tutaj jest praktykowana poprzez przepowiadanie wielu setek zawodowych kaznodziei różnych wyznań, trzeba również apostołować praktycznymi dziełami chrześcijańskiej miłości. 
Tworzyliśmy misję od podstaw, zaczynając od karczowania buszu i zbierania na modlitwę 5 katolików z okolicy. Razem z głoszeniem Ewangelii, najpierw przy pomocy wolontariuszy z Polski i USA, a obecnie także sióstr ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego, staramy się wprowadzić w życie ewangeliczne zalecenia.
Samo życie podpowiada, co trzeba robić. Najpierw powstał ,,ośrodek zdrowia” urządzony w siedmiometrowym kontenerze samochodowym. Najubożsi z bliższej i dalszej okolicy mieli wreszcie okazję osobiście spotkać się z lekarzem. Dziś nasz ośrodek zdrowia, nazywany szumnie ,,kliniką”, przebudowany i powiększony, służy pomocą ponad 11 tysiącom ludzi rocznie. Siostry Emila i Rita, które są także pielęgniarkami, zajmują się uzdrawianiem ciała i ducha. Mamy wielu lekarzy – wolontariuszy, którzy przylatują na Jamajkę i służą swoim czasem i wiedzą, często kosztem swoich urlopów. 
 

styczeń-luty 2013

Karmel, Oziornoje, jesień 2012 r.

 

Kochani Przyjaciele Misji!

Rok 2012 był dla nas niezwykle bogaty w doświadczenia Bożej Miłości i Miłosierdzia. Matka Boża przyciąga do swojego sanktuarium tu, w Oziornoje, coraz więcej pątników z różnych stron świata. Pielgrzymi przybywając do sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju, odwiedzają też nasz Karmel. Zatrzymują się na modlitwie, powierzają naszemu wstawiennictwu swoje intencje, radości i troski swych bliskich. Nasz Karmel powoli zakorzenia się w ten bezkresny step. Czego dowodem jest to, że nasza wspólnota karmelitańska powiększyła się o miejscowe powołania. W sierpniu złożyły śluby zakonne s. Tatiana, s. Rita oraz s. Tamara, która złożyła już śluby wieczyste.

Wielkim wyróżnieniem dla całego Kościoła w Kazachstanie i zakonu karmelitańskiego jest nagroda, jaka stała się udziałem naszej s. Eugenii od Miłosierdzia Bożego, karmelitanki bosej z Karmelu w Karagandzie,…ciąg dalszy na s. 16 nowych Misji Dzisiaj

 

   

Dominika Szkatuła, misjonarka świecka, Peru

Kochani Przyjaciele Misji!

Właśnie mijały trzy lata mojego pobytu na misjach w Peru, dokładnie w dżungli nad Amazonką, kiedy rozeszła się wiadomość o wizycie Jana Pawła II w tym kraju.

Mój ówczesny biskup Lorenzo Guibord zaproponował mi, abym zorganizowała spotkanie Polaków z papieżem w Limie.

Byłam zachwycona tym pomysłem, tym bardziej, że pochodzę z Krakowa i kardynał Wojtyła był częstym gościem w mojej parafii św. Jadwigi Królowej, jak również częstym gościem na spotkaniach apostolskich czy na oazach, w których brałam aktywny udział.

Poleciałam więc do Limy i zgłosiłam się do komisji organizacyjnej, tak jak mi polecił mój biskup. Na spotkanie zostali zaproszeni wszyscy Polacy wraz z rodzinami mieszkających w Peru. Podczas przygotowań skomponowałam nawet prostą piosenkę na powitanie papieża. Przyszedł czas spotkania w nuncjaturze w Limie, dziś nie pamiętam dokładnie jego daty, ale był to pierwszy tydzień lutego 1985 roku.

Wszystkich skrupulatnie skontrolowano przed wejściem, no i niestety zabrano mi gitarę, ale i tak odśpiewaliśmy naszą piosenkę papieżowi. W spotkaniu wzięło udział ok. 200 osób. Papież podszedł do wielu osobiście, a do wszystkich powiedział, abyśmy nie tracili korzeni nie tylko narodowych, ale przede wszystkim korzeni naszej wiary.

Wielkim wydarzeniem dla mnie było spotkanie Jana Pawła II z ludnością w dżungli, wśród której świadczę o Panu Jezusie, zwłaszcza że było to pragnienie samego Jana Pawła II, który wbrew watykańskim zarządzeniem miał powiedzieć: „Bez dżungli – nic, z dżunglą – wszystko”.

I tak też się stało. Jan Paweł II doleciał do Iquitos i na lotnisku doszło do przepięknego spotkania z Metysami i Indianami oraz duchowieństwem posługującym w tym regionie Peru.

Papież prosił ich między innymi, aby bronili swojej wiary, kultury i ziemi, które są fundamentem ich tożsamości. Ponadto przypomniał: „Bóg i Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa jest waszym Bogiem i Ojcem. On od zawsze był z wami, chociaż wy jeszcze go nie znaliście. W Nim odnajdziecie korzenie swojej godności, jako ludzie, bo On was kocha…”. Wtedy dało się słyszeć głosy: „El papa también es charapa!”, „El papa también es charapa!”. Co znaczy: „Papież też jest żółwiem”. Kiedy słowo „charapa” przetłumaczono papieżowi, z wielkim uśmiechem odpowiedział: „Sí el papa también es charapa!”, „Tak, papież też jest żółwiem!”, co oczywiście wywołało ponownie całą burzę oklasków.

A o co chodzi z tym żółwiem? Otóż ludność zamieszkującą dżunglę nazywa się życzliwie żółwiami, ponieważ są to ludzie powolni, którzy nigdzie się nie śpieszą, ale wszędzie zdążą i są przy tym bardzo sympatyczni i radośni. Indianie rozpoznali w Janie Pawle II po prostu swojego brata.

Po śmierci papieża do dzisiaj w Peru można usłyszeć takie głosy: „To był mój papież”. Mówią to nawet, co ciekawe, ludzie innych wyznań. To był też ich papież. Wspaniały i kochany papież Jan Paweł II z przydomkiem „żółw”.

Z modlitwą i pozdrowieniem

Dominika Szkatuła, misjonarka świecka, Peru