WYWIAD

maj-czerwiec 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Argentyński dar dla świata

O swoim powołaniu, o wyborze rodaka na Stolicę Piotrową oraz o sytuacji Kościoła w Argentynie opowiada o. Juan Carlos Araya ze Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia.

Jak rodziło się u Ojca powołanie?

Od dziecka byłem zaangażowany jako ministrant w życie parafii. W tej parafii u stóp gór w środkowo-zachodniej części Argentyny posługiwały siostry salezjanki z Włoch, prowadząc katechezę wśród dzieci i młodzieży. Po bierzmowaniu służyłem w parafii jako katechista. Podczas tej posługi zacząłem sobie zadawać pytanie, co chciałbym robić w życiu. Praca katechisty bardzo mi się podobała. Dostrzegłem też wtedy wielką potrzebę obecności kapłana w życiu parafii. Zacząłem rozeznawać swoje powołanie. Nie było to łatwe, wiedziałem, że takie powołanie pochodzi od Pana Boga, ale wtedy jeszcze nie byłem przekonany, czy chcę zostać kapłanem i nie byłem gotowy do przyjęcia takiego powołania. Dostrzegałem różnicę między życiem kapłana, który mieszka sam w parafii, i życiem księdza żyjącego we wspólnocie zakonnej. Czułem, że chciałbym żyć we wspólnocie zakonnej. Miałem obraz życia sióstr salezjanek przy parafii i powoli rozwijała się we mnie wizja posługi we wspólnocie zakonnej, która głosiłaby Ewangelię po całym świecie.

Kiedy miałem osiemnaście lat, do mojej parafii przyjechali misjonarze – jeden z nich był Argentyńczykiem, a drugi Mozambijczykiem. Obydwaj należeli do Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia. Bardzo mi się spodobała ich katecheza, widać było, że są z jednej wspólnoty zakonnej. Dali wspólnie bardzo radosne świadectwo. Mimo że różnili się niemal wszystkim, nawet karnacją, to łączył ich duch zakonny. Po roku wstąpiłem do tego zgromadzenia, które znajdowało się na drugim końcu Argentyny, 1200 km od rodzinnego domu. Miałem wewnętrzne przekonanie, że Pan mnie do niego powołuje.

Jak wyglądały początki?

Początek tego nowego życia wymagał ode mnie wielu wyrzeczeń. Pierwsze – to rozstanie z rodziną, z domem pośród gór. Nie było to łatwe. Rodzice nie rozumieli za bardzo mojego wyboru. Musiałem wyrzec się pewnych elementów starego życia i odkryć nowe. Przede wszystkim w centrum życia postawić Pana Boga i Jego wolę. Zacząłem budować nowe więzi rodzinne ze współbraćmi. Była to jednak inna rodzina. Było to coś nowego, inny sposób życia. Zgromadzenie posługiwało na peryferiach Buenos Aires wśród najbiedniejszej ludności.

Czy spotykał Ojciec kard. Bergoglio?

Tak, spotykaliśmy się przeważnie na uroczystych Mszach św. w katedrze w Buenos Aires, jak również w sanktuarium maryjnym San Lujan. Nigdy jednak z nim nie rozmawiałem.

Czy zaskoczył Ojca wybór kard. Bergoglio na papieża?

To wydarzenie bardzo nas zaskoczyło, ponieważ kard. Bergoglio nie był osobą medialną, powszechnie znaną w Argentynie. Może dzięki temu mógł bezpośrednio działać wśród najbiedniejszych na peryferiach stolicy i tam był znany. Podczas swojej posługi biskupiej uchodził za bardzo skromną osobę.

A jak zareagował argentyński Kościół?

Kościół był bardzo zaskoczony i jednocześnie dumny. Nikt się nie spodziewał, nawet wśród hierarchii, takiego wyboru, zwłaszcza że kard. Bergoglio przeszedł już na emeryturę.

Czy coś się zmieniło po tym wydarzeniu w Argentynie?

Na pewno obecnie głos Kościoła w Argentynie jest bardziej słyszalny na poziomie państwowym. Wiele inicjatyw kościelnych jest wspieranych przez instytucje państwowe.

Dlaczego papież Franciszek nie odwiedził do tej pory swojej Ojczyzny?

Ciąg dalszy w nr. 3 Misji Dzisiaj 2017, s. 10-11.

 

   

marzec-kwiecień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Marzenia i nadzieje Nigeryjczyka

Wywiad z ks. Franciszkiem Jauro Nassem z północnej Nigerii, studentem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Jaka była Księdza droga do kapłaństwa?

Wychowywałem się w typowej nigeryjskiej rodzinie, będąc ostatnim z pięciorga dzieci (dwóch chłopców i trzy dziewczynki). Moi rodzice są katolikami, którzy dbali o nasze wychowanie religijne. Ojciec jest liderem grupy parafialnej i katechistą wytypowanym i przygotowanym do tej funkcji przez misjonarzy z Irlandii. Fascynowała mnie praca misjonarzy, pełna poświęcenia i oddania. Gdy dorastałem, budziło się we mnie coraz większe pragnienie służenia innym tak jak oni. Zachwycała mnie ich gotowość do pomocy drugiemu człowiekowi i zazwyczaj była ona skuteczna, przynosiła ulgę w cierpieniu czy też rozwiązywała mniejsze lub większe życiowe problemy. Zawsze czuliśmy ich opiekę i troskę, mimo że nie mieszkali w pobliżu. Moja miejscowość nie znajdowała się w centrum parafii, odwiedzali nas tylko co jakiś czas. Nie zrażali się trudnościami językowymi, barierami kulturowymi czy problemami z transportem na wsi i pomimo braku normalnych dróg zawsze do nas przyjeżdżali. Ich miłość i prostota życia pociągnęły mnie do kapłaństwa.

Jaka była reakcja rodziny na wybór powołania kapłańskiego?

Ojciec czuł się zaszczycony, że wybrałem drogę kapłaństwa i widział w tym owoc pracy misjonarzy. Moja matka, ze względu na mocną więź ze mną, była niepocieszona. Moja siostra Sabina uważała, że celibat nie jest dobry, bo pozbawia możliwości założenia rodziny. Twierdziła, że nie jest gotowa ponosić odpowiedzialności za mój wybór i nie chce czuć wstydu, gdybym nie wytrwał na tej drodze. Ostatecznie jednak wszyscy członkowie rodziny dali mi swoje błogosławieństwo.

Jaka jest sytuacja Kościoła w Nigerii?

Praca duszpasterska w diecezji Yola w centralnej Nigerii, z której pochodzę, przebiega normalnie. Biskup, kapłani, zakonnicy i świeccy współpracują ze sobą. Obecnie jest dużo powołań do życia kapłańskiego i zakonnego. W diecezji następuje nowy podział terytorialny i delegowanie do nowych parafii kapłanów, aby zapewnić wiernym lepszą opiekę duszpasterską. Ciąg dalszy w nr. 2 „Misji Dzisiaj” 2017, s. 8-9.

 

   

styczeń-luty 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Kapłan ze stepów Mongolii

Rozmowa z o. Danielem Giolittim, Włochem ze Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia, który osiem lat pracował w Mongolii.

Jaka jest historia Kościoła w Mongolii?

Swoje początki miał na przełomie XIII i XIV w. za dynastii Yuan, która była przychylna chrześcijaństwu. Po jej upadku niestety katolicyzm zanikł. Kolejne misje pojawiły się w połowie XIX w., po przegranych przez Chiny tzw. wojnach opiumowych. Utworzono wtedy nawet katolicką metropolię. Ale kiedy w XX w. do władzy doszedł komunizm, w Mongolii zapanował ateizm i walka z wszystkimi religiami. Wraz z upadkiem reżimu komunistycznego w 1990 r. do Mongolii powrócili duchowni katoliccy i wznowiono działalność misyjną. Obecnie wspólnota Kościoła w Mongolii liczy ok. 1300 katolików, wśród których w sześciu parafiach posługuje 20 księży i 50 sióstr zakonnych.

Jak przyjęliście fakt wyświęcenia pierwszego rodzimego kapłana w tym kraju?

Wszyscy bardzo się z tego cieszymy – zasiane ziarno owocuje. To bardzo świeża sprawa, bo Józef, takie imię otrzymał na chrzcie, przyjął święcenia kapłańskie pod koniec sierpnia 2016 r. Na tej uroczystości było bardzo dużo ludzi, gości z zagranicy, ale też licznie zgromadzili się miejscowi wierni. Była matka ks. Józefa, która niedawno przyjęła chrzest. Ciąg dalszy w nr. 1 Misji Dzisiaj 2017, s. 10.

 

   

listopad-grudzień 2016

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Przy sercu Założyciela

O niezwykłym miejscu niedaleko Neapolu tętniącym duchem misyjnym opowiada ks. Maciej Będziński, sekretarz krajowy Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Papieskiego Dzieła Piotra Apostoła.

Z czym osobom zaangażowanym w działalność misyjną Kościoła powinno kojarzyć się słowo ‘Ducenta’?

Ducenta to włoska miejscowość koło Neapolu, gdzie znajduje się sanktuarium bł. Pawła Manny – założyciela Unii Misyjnej Duchowieństwa (aktualnie Papieska Unia Misyjna). Jest tam dom generalny, seminarium, w którym kształcą się przyszli misjonarze, członkowie Instytut Misji Zagranicznych (PIME - Pontificium Institutum Missionum Exterarum) i kaplica z grobem bł. Manny. Do tego miejsca przybywają pielgrzymki, często osób świeckich zaangażowanych w animację misyjną w swoim środowisku. Można tam także wziąć udział w szkolenia i warsztatach misyjnych.

Z jakiej okazji zetknął się Ksiądz z tą miejscowością?

Byliśmy tam na rekolekcjach z dyrektorami diecezjalnymi Papieskich Dzieł Misyjnych z Polski. Podczas tego spotkania – zorganizowanego właśnie tam z okazji 100-rocznicy PUM –spotkaliśmy się z ojcami, którzy pamiętają jeszcze błogosławionego Pawła Mannę. Opowiadali o nim z ogromną fascynacją – o jego niezwykłym charyzmacie głębokiego spojrzenia w serce drugiego człowieka i umiejętności nawiązywania z nim relacji. Podkreślali, że ludzie po spotkaniu z ojcem Manną zmieniali swoje życie, odkrywali powołanie i wstępowali w szeregi Unii. Ducenta jest bardzo dobrym miejscem na przeżycie rekolekcji w duchu misyjnym. Ciąg dalszy w nr. 6 Misji Dzisiaj 2016, s. 11.

 

   

Page 1 of 7