FELIETON

lipiec-sierpień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Ponad różnicami

Moim pierwszym doświadczeniem religijnym w Papui Nowej Gwinei było przywitanie stewardessy po wylądowaniu w Port Moresby, która zamiast zwyczajowej formułki: „Życzymy miłego pobytu”, powiedziała: „Niech Pan Bóg błogosławi!”. Po półrocznym pobycie w Papui Nowej Gwinei mogę powiedzieć, że jej słowa wcale nie zaskakują. Tu nikt Pana Boga się nie wstydzi, wręcz przeciwnie Papuasi lubią manifestować swoją wiarę przez noszenie różańców, medalików, koszulek czy innych religijnych „gadżetów”. Nawet w polityce i trwającej teraz kampanii wyborczej odniesienia do Pana Boga i wartości chrześcijańskich są częste i jak najbardziej na miejscu. Choć tu może pojawić się pytanie, czy nie jest to tylko „chwyt reklamowy”. Ciąg dalszy w nr. 4 Misji Dzisiaj 2017 r., s. 41.

 

   

maj-czerwiec 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Fioletowe sukienki

Pamiętam moje pierwsze godziny w Peru. Ksiądz, z którym miałam pracować, odebrał mnie z lotniska i jadąc do Lurín, jednej z dzielnic Limy, opowiadał o kraju mojego misyjnego przeznaczenia. W Lurín moją uwagę zwróciły wąskie uliczki, gwar, udekorowane domy i kobiety w fioletowych sukienkach przepasanych białym sznurem. Widząc coraz więcej tak ubranych pań, zapytałam, co to oznacza. Okazało się, że w październiku obchodzi się w Peru miesiąc Pana Cudów. Jest to czas największej peruwiańskiej pobożności. Świętowanie związane jest z wizerunkiem Ukrzyżowanego namalowanym w czasach kolonialnych przez angolskiego niewolnika na ścianie jednego z budynków w Limie. Był rok 1655, … Ciąg dalszy w nr. 3 Misji Dzisiaj 2017, s. 41.

 

   

marzec-kwiecień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Ostatnia koszula

Przebywając w Polsce, często tęsknię za Afryką, gdyż spędziłem tam kawał swojego życia. W Angoli, gdzie posługiwałem, trwała wówczas wojna domowa. Jednak kiedy spotykałem Afrykańczyka, zawsze był radosny.

Na początku mojej posługi w Angoli powiedziałem kurtuazyjnie katechiście, że ma ładną koszulę. Następnego dnia przed świtem, kiedy wyjeżdżałem w teren, katechista zatrzymał mnie i podał mi zawiniątko w pożółkłej gazecie ze słowami: „To dla ojca”. Kiedy zbliżała się gorąca pora dnia, zatrzymałem się, by odpocząć w cieniu. Gdy rozwinąłem zawiniątko, omal się nie rozpłakałem. Ciąg dalszy w nr. 2 „Misji Dzisiaj” 2017, s. 41.

   

styczeń-luty 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Gdy przebrane dzieci pukają do drzwi

Już 23 rok w diecezji tarnowskiej obserwuję zupełnie niesłychane zjawisko. We wspólnotach parafialnych powstaje pospolite ruszenie, które tworzy zjawisko zwane Kolędnikami Misyjnymi. Liczba kolędujących sięga dwudziestu tysięcy.

To pięcioosobowe grupy dziecięce, które w kolorowych, nieraz perfekcyjnie przygotowanych strojach, wychodzą na ulice miast czy wiosek i zanoszą do domów Dobrą Nowiną: Bóg się narodził dla Ciebie, a Ty dziel się tą radością z innymi.

Niewielu pewnie uwierzy, ale w tym całym zjawisku nie chodzi przede wszystkim o pieniądze. Gdyby tak było, wystarczyłoby stanąć z tradycyjnymi „puszkami” na placu kościelnym i namawiać ludzi na złożenie grosza „na dobry cel”. Wbrew pozorom, całe zjawisko ma inny wymiar. Grupa Kolędników Misyjnych to mali misjonarze posłani przez miejscową wspólnotę z konkretną misją. Przede wszystkim przynoszą ludziom błogosławieństwo Boże (na drzwiach zostawiają napis: C+M+B, który jest skrótem od łacińskiego błogosławieństwa „Christus mansionem benedicat” i oznacza Niech Chrystus błogosławi temu domowi). To wcale nie jest takie oczywiste, że przeciętna katolicka rodzina przeżywa święta wcielenia Słowa Bożego w perspektywie prawdziwej radości i wiary, która wynika właśnie z tego, że Nowonarodzony błogosławi „dom nasz i majętność całą”.

O co więc chodzi w zjawisku Kolędników Misyjnych? Ciąg dalszy w nr. 1 Misji Dzisiaj 2017, s. 41.

 

   

Page 1 of 7