MISYJNE ZAMYŚLENIA

lipiec-sierpień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Przekuwanie porażki w sukces

Poznaliśmy już dzieciństwo i młodość oraz czas pracy bł. Pawła Manny na misjach w Birmie. Teraz wracamy z o. Pawłem do Włoch.

BOLESNY POWRÓT

O. Manna, po trzech próbach pracy misyjnej, doświadczany przez poważną chorobę, musiał ostatecznie wrócić do ojczyzny. W lipcu 1907 r. przybywa do Mediolanu. Jest nie tylko fizycznie wyczerpany, ale również zniechęcony i załamany. Ma 35 lat i czuje, że zawiódł Pana Boga, przełożonych, swoje powołanie… Niestety, zarówno przełożeni, jak i współbracia uważają, że poniósł porażkę jako misjonarz, przez 12 lat nic dobrego w Birmie nie zrobił, a do tego wrócił do kraju chory. Czas i historia pokażą, jak bardzo się mylili, ale na razie tamte dni są dla o. Pawła czasem pełnym upokorzeń, cierpienia i wewnętrznej walki. Zastanawia się, co ma dalej robić? Czy ma zostać w Instytucie Misyjnym, w którym czuje się ciężarem, czy z powodu choroby odejść z kapłaństwa, czy może jako ksiądz wrócić do swojej rodzinnej diecezji...

POMIMO NIECHĘCI WŁADZ

W tym czasie nocy i ciemności duchowych o. Manna trwa jednak na modlitwie i tak dzień po dniu zaczynają pojawiać się przebłyski. Przede wszystkim wprowadza w życie pomysł, który zrodził się już na misjach. Pragnąc zaszczepić w Kościele włoskim, a zwłaszcza na południu, umiłowanie misji, planuje otworzyć w Neapolu seminarium misyjne na wzór tego, które sam ukończył w Mediolanie. Ciąg dalszy w nr. 4 Misji Dzisiaj 2017 r., s. 25.

   

maj-czerwiec 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Wszyscy jesteśmy misjonarzami

Najbardziej znanym misjonarzem mojej diecezji Loikaw w Myanmarze był nie kto inny, jak bł. Paweł Manna ze zgromadzenia PIME.

TEKST: S. MAY SWEET JACINTA, MYANMAR

Z WŁOCH DO MYANMARU

Jestem siostrą juniorystką ze Zgromadzenia Sióstr Służebnic Misjonarek Najświętszego Sakramentu. Do zakonu wstąpiłam w 2005 r. na Filipinach, tam odbyłam formację i złożyłam moją pierwszą profesję zakonną w 2013 roku. W Myanmarze jest wiele powołań do żeńskich zgromadzeń zakonnych, które formują się poza granicami kraju – tak jak ja.

W Myanmarze o Jezusie Chrystusie usłyszeliśmy dzięki ojcu Pawłowi Mannie. Gdy przyjechał do Loikaw, myślał o tym, by było to miejsce stałej obecności księdza. Po dziesięciu latach głoszenia Ewangelii wrócił do Włoch z powodów zdrowotnych, ale na zawsze zachował ogromną miłość dla misji w Myanmarze. Miał wiele marzeń i planów w kwestii rozwoju Loikaw jako diecezji. Niektóre z jego marzeń się spełniły, np. Loikaw została stolicą stanu Kayah, wybudowano szkoły i szpitale. Loikaw stał się centrum Kościoła katolickiego w Myanmarze. Jest wielu miejscowych katechistów i kapłanów. W liturgii, a szczególności w Mszy św. i w głoszeniu Ewangelii miejscowy język zastąpił łacinę. W Loikaw została otwarta nowa stacja misyjna itd. Ojciec Paweł Manna to błogosławiony, którego wspominamy z wielką czcią i wdzięcznością.

Z MYANMARU DO WŁOCH

Poznałam go lepiej w czasie formacji w zgromadzeniu, do którego Pan mnie powołał, a które jest zgromadzeniem misyjnym. Ciąg dalszy w nr. 3 Misji Dzisiaj 2017, s. 25.

 

   

marzec-kwiecień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Przerwana misja

Już na początku pobytu w birmańskim Momblo o. Paweł Manna napisał katechizm w języku ghekku, potem studiował pochodzenie i zwyczaje tego plemienia. Jego praca była tak profesjonalna, że ukazała się w Królewskim Biuletynie Towarzystwa Geograficznego Włoch.

JAK NAJBLIŻEJ LUDZI

Metodą duszpasterską o. Manny w Birmie był przede wszystkim osobisty kontakt z ludźmi. Odwiedzał rodziny chrześcijan i niechrześcijan, rozmawiał z ludźmi i przywódcami wiosek, leczył choroby, zakładał małe wioskowe szkoły podstawowe, budował kaplice ze słomy (służące w tygodniu za szkoły), formował katechistów, udzielał pomocy charytatywnej podczas epidemii, wojen międzyplemiennych czy klęski głodu. Chciał przede wszystkim nieść pokój do zwaśnionych wiosek i był gwarantem zawieranych umów i międzywioskowych paktów pokojowych. Z ludów nomadycznych starał się uczynić rolników, aby miały zapewnione zamieszkanie i pożywienie. Uczył uprawy ziemniaków, warzyw, gromadzenia wody deszczowej, budowania wodociągów z bambusa i podstaw higieny, np. gotowania wody przed spożyciem czy odpowiedniego odżywiania dzieci. Zaczynał od nauki kąpieli, mycia i rozdawania prostych ubrań. Mówił, że było to nie lada wyzwaniem, bo „Ta skóra nigdy jeszcze nie została dotknięta przez mydło”, ale też zauważał, że już takie proste zabiegi higieniczne są początkiem przemiany świadomości tych dzieci. W czasie epidemii pierwszy zajmował się chorymi i grzebał umarłych, nigdy nie pozostawiając swoich owieczek samych. Zakładał „Campi di Dio”, czyli pola uprawiane przez chrześcijan, których owoce przeznaczone były dla całej wioski. Ciąg dalszy w nr. 2 „Misji Dzisiaj” 2017, s. 25.

 

   

styczeń-luty 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Gorąca pasja

Setna rocznica założenia Papieskiej Unii Misyjnej jest okazją, by poznać lepiej założyciela tego Dzieła bł. Pawła Mannę, a przede wszystkim jego metodę misyjną.

DŁUGA PODRÓŻ DO BIRMY

O założycielu PUM pisaliśmy już w ostatnim numerze „Misji Dzisiaj”. Zatem teraz skupmy się nie tyle na samej jego osobie, co na poznaniu jego pierwszej misji oraz duszpasterskiej metodzie misyjnej, na sposobie realizacji tej misji w praktyce. Ojciec Manna wraz z kilkoma innymi misjonarzami wyrusza 3 października 1895 r. z Triestu we Włoszech i dociera do Rangoon w Birmie 25 października tego samego roku. Potem jeszcze dwa dni jazdy pociągiem i znajduje się w siedzibie biskupa w Toungoo. Pozostaje tam przez rok, ucząc się języka birmańskiego i poznając lokalne zwyczaje. Już z podróży pisze listy do swoich przełożonych w Mediolanie, wysyłając je z niemal każdego portu, w którym się zatrzymują. Listy są pełne szczegółów, błyskotliwych opisów rzeczywistości i gorącej pasji misyjnej. W tej samej podróży staje po raz pierwszy przed zadaniem, które przygotuje go do późniejszej dyspozycyjności misyjnej wobec wszystkich. Jedna z podróżujących z nim sióstr misjonarek poważnie zachorowała na statku. Ojciec Manna jako przełożony wyprawy musi się nią zająć. I mimo początkowego dystansu do kobiet, a sióstr zakonnych w szczególności, przełamuje go i ostatecznie pielęgnuje ją z całą troską i prostotą jak starszy brat. Ciąg dalszy w nr. 1 Misji Dzisiaj 2017, s. 25.

 

   

Page 1 of 7